2020

kara

przyszła bym zapłacił
błędy swoje i innych
wszystko jedno.

poczęstowałem papierosem
odmówiła, więc pytam – czemu?

-za karę.
-a amnestia, za miłość, pomoc i wiarę?
-nie, za karę.
-będę płacił.

-nie dziś, dziś moja obecność wystarczy.

zaprosiłem więc grzecznie
wątpliwości i lęki
rozsiadły się lubieżnie
skubiąc kanapę.

-czy już można, możemy zacząć - pytam przejęty i głodny.
-czekamy na żonę.

czarne pająki, świadkowie
rozlazły się po ścianach
plotą nerwowe sieci.

kara. dokładnie taka
jak sobie wyobrażałem

w czarnym uniformie
koścista
brzydka i dostojna.

sprawiedliwa i odpychająca.

z szarym kajetem pod pachą
wysoka, cuchnąca tytoniem.

wyczekiwana
jak ksiądz.

-imię żony?- proste pytanie
-samotność
-wiek?
-nie pamiętam.

stoi naburmuszona
-więc jak to?

takie tam nieporozumienie
w zamian przynoszę klosz

ze złotą rybką szklaną
czaszę zdobioną arabeską czasu.

mierzy mnie ta kara
starsza i bardziej słuszna
notuje coś w zeszycie.

i jestem gotów 
i czekam z obnażoną piersią wstydu.

odpowiada.

-jesteśmy ludźmi,
źle Pan ocenia
(to niehumanitarne).

podaje mi mały kwitek
uśmiecha się dobrotliwie

pełna współczucia – wychodzi.  

15.06.2020